Kieszonkowe nieszczęście
Mój chłopak na jednej z warszawskich giełd kupił zegarek kieszonkowy, zupełnie zwyczajny, gdyby nie fakt, że chodził do tyłu. Zegarmistrz także był zdziwiony, ponieważ, jego zdaniem: budowa mechanizmu czymkolwiek nie odbiegała od normy. Miał go trzy dni: w pierwszy dzień mnie uderzył i zostawił. W drugi dzień przyjaciółka poinformowała mnie o jego przejawie agresji w pubie i aresztowaniu przez policje. Na trzeci dzień, po opuszczeniu aresztu, rozbił szybkę owego zegarka i podciął sobie żyły kawałkiem szkła. Całe szczęście został znaleziony przez przypadkowego przechodnia, który zadzwonił na pogotowie. Po odzyskaniu świadomości w szpitalu, spytany przez lekarza, dlaczego to zrobił, powiedział: "to nie moja ręka" i dostał zapaści. Nie wiem jak Was, jednak mnie to wszystko przeraziło do tego stopnia, iż przestałam się dowiadywać, co było dalej.
Podobne opowiadania z kategorii "Duchy":
Paranormalne
Popularne historie
Ostatnie komentarze
- Mój Dziadek To już tyle lat przeleciało....
- Moja mama miała czarne włosy Prawda!! Do teraz pamiętam moje poprzednie wcielenia, byłam Szwajcarskim tancerzem z Genewy i mia...
- Blondyn To zaproś blondyna na kawę!...
